niedziela, 1 marca 2015

Capitulo 1


Z dedykacją dla Cami Amiga, Isia2208, Anastasia Grey oraz Rox xy





Podążałam piaszczystą ścieżką przez park w stronę miasta. Czułam jak ciepły powiew wiatru rozwiewa moje kręcone włosy na wszystkie strony świata. Ciągle za mną szedł jakiś wysoki, przystojny brunet. Przyśpieszyłam kroku miałam nadzieje, że zgubię bruneta. Niestety na marne, był szybszy. Gdy skręciłam w poboczną uliczką to on też. Zaczęłam się obawiać, że ten chłopak mnie śledzi. Bałam się. Jego piękne tęczówki analizowały każdy mój ruch. Nieoczekiwanie chłopak przyspieszył tempa i dogonił mnie. Stanął przede mną i zatrzymał mnie dotykając mojej zgrabnej talii. Odepchnęłam chłopaka na ulicę popychając go mocno. Chłopak wpadł pod samochód. Nie wierzyłam co właśnie się stało... Po ciele bruneta spływały krople krwi. Był nie przytomny. Jeszcze raz zerknęłam na ciało leżące na zimnym betonie i wyobraziłam sobie, mnie jak wchodzę do więzienia z kajdankami na rękach. Postanowiłam nie podchodzić do chłopaka, pójść przed siebie i nie zwracać uwagi na nie przytomnego. Gałęzie drzew uderzały mnie w twarz i plątały włosy, ale nie martwiłam się tym. Teraz to nie ważne, ważne jest to, żeby uciec z tego miejsca i, żeby nikt mnie tu nie zauważył. Potknęłam się o wystający korzeń, ale udało mi się nie przewrócić. Marzyłam tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się na mojej ulicy i gdzieś się schować. Dobiegłam do miejsca, gdzie rośliny nie rosły już tak gęsto i mogłam dostrzec sklepik obok mojego można powiedzieć domu. Otworzyłam furtkę i weszłam do malutkiego pomieszczenia, czyli kosza. Moje warunki nie są najlepsze, ale da się jakoś żyć.
Zdyszana upadłam na dno śmietnika i chwyciłam czarną zapalniczkę, po czym zapaliłam papierosa. Wdychałam dym tytoniu, po chwili otworzyłam drzwi wielkiego kosza i wyrzuciłam papierosa na ziemię. Nadal nie wierzyłam co właśnie się stało, bałam się, że mogło coś się stać przystojnemu brunetowi. Ludzie boją się tego co mogę im zrobić. Doskonale wiedzą do czego jestem zdolna. Ale taka już jestem. Jutro znowu będę tą nudną, szarą myszką Ferro. Nie będę się tym przejmowała. Zapomnę o całej sytuacji i już. Każdy będzie żył swoim życiem. Lecz nie mogłam zapomnieć właśnie tego chłopaka. Wysoki i szczupły, lekko umięśniony chłopak, o ciemnej karnacji. Na moje oko mógł mieć 20-21 lat. Jego ciemne włosy postawione na żelu. Wielka, wysoka grzywka miała ponad kilka centymetrów. Tęczówki miał ciemne, najprawdziwszej czekolada. Po twarzy błąkał się wielki, piękny, szczery uśmiech. Nie przypominał mi chłopaka, który tylko podrywa dziewczyny, które widzi pierwszy raz w życiu. Brunet był ubrany w granatowe jeansy i czarny sweter. Z pod wpółprzymkniętych powiek przypatrywał się mojej osobie. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś, poczułam gorącą falę zalewającą moje policzki.  Jego głos brzmiał w moich uszach jak przyjemna melodia, kiedy zwracał się do mnie. Jednego byłam pewna. Mimo, że nie znałam tego chłopaka, moja nieomylna intuicja podpowiadała mi, że ten chłopak nie pozostanie mi obojętny. Mój książę z bajki, rycerz na białym koniu... 
Nie, nie, nie! Co ja robię. Nie mogę o nim myśleć. Nieoczekiwanie poczułam motylki w moim brzuchu. Nie wierzyłam co się właśnie ze mną dzieje. Zakochałam się i to jak. Nie to nie może się dziać. Przecież to jest niemożliwe. Od lat nie wierzyłam w miłość, a tu proszę. Postanowiłam przewietrzyć się i pójść na krótki spacerek. Była jesień, z drzew ulatywały barwne liście. Klimat był piękny, dzieci podrzucające w górę złociste, rdzawe i te jeszcze trochę zielone liście klonu. Tą porę roku uwielbiałam. Nieoczekiwanie z za zakrętu ujawnili się jacyś chłopacy. Jeden w ręku miał nóż, na którym spływała krew. Przeraziłam się i to okropnie. Chciałam już uciekać, ale nagle wysocy, umięśnieni mężczyźni okrążyli mnie i zaczęli krzyczeć, żebym oddała im wszystko co mam drogocenne. W kieszeni trzymałam mojego białego IPhone'a. Znalazłam go kiedyś i mam go do dziś. Nie chciałam go oddać, bo wiedziałam, że już nigdy go nie odzyskam.
-  Oddawaj telefon, pieniądze, słyszysz?! - krzyczał na mnie jeden z chłopaków, lecz ja nie odpowiadałam. Nie drgnęłam. Nieoczekiwanie podszedł do mnie mężczyzna, który trzymał w ręce ostry nóż - Jeśli nie dasz nam tego co cię prosimi to po tobie. Chłopak już brał zamach, ale nieoczekiwanie wyskoczył przystojny brunet. On jednakże trzymał w dłoni broń - pistolet. 
- Lepiej uciekajcie stąd, bo będzie po was! - wykrzyknął, po czym kilkonaścioro mężczyzn bardzo szybko uciekli.
Po chwili rozpoznałam bruneta. On właśnie był tym chłopakiem, którego można powiedzieć potrąciłam. Zdziwiłam się, że wogule przeżył. Bałam się, że mogło mu się coś poważniejszego stać. Miał kilka ran, ale i tak byłam zdzwiona.

środa, 18 lutego 2015

Prolog ~ Można żyć przecież bez miłości!


Dedykuję go mojej najukochańszej przyjaciółce, Idze (Ślicznotce), którą mam kontakt od czterech lat 

W życiu nieważne jest to kim jesteś, tylko jaki jesteś.





Paryż to miasto miłości lecz ja w to nie wierzę. Nie wierzę w miłość. Najważniejsze są dla mnie papierosy, dyskoteki i robienie sobie tatuaży co każdy miesiąc. To po prostu jest moje zwykłe, beztroskie życie. Uciekłam z domu, bo moi starzy się wszystkiego czepiali w wieku trzynastu lat. Pewnie nawet nie zaczęli mnie szukać, ponieważ ich nie obchodziłam. I tak jakby mnie znaleźli nie wróciłabym do tego piekła. Poco kogoś kochać. Ja jestem inna niż dziewczyny. Nie przejmuje się tym, że jestem nie modnie ubrana. Ważne jest to, że jestem silna i jakoś bez miłości mogę żyć?! Kiedyś to prawda zakochałam się w chłopaku, ale nasza miłość długo nie przetrwała. Mówił, że jestem debliką i idiotką i od tamtej pory jestem bezduszna. Mieszkam na ulicy i co z tego? Nie mam gdzie pracować, bo nie ukończyłam studiów. Chociaż i tak nie miałam zamiaru tego robić. Z skąd miałam wziąć pieniądze, no skąd? Czasem tylko zarabiam poprzez seks na pięniądze, żeby kupić sobie chociaż jedną suchą bułkę z masłem. Nie lubie zbytnio jeść i jestem anorektyczką. Mój jakby to powiedzieć sąsiad jest jedyną mi bliską osobą. Wiele razy mi pomagał i obraniał przed bandytami. Nigdy mu dziękuje, ale czuje to w głębi mojego małego serca.